Zdzisław Matysiak – Kempa

Gmina Wysoka | Kowalstwo | Twórcy

Kiedyś rolnicy przyprowadzali konie do kuźni, dziś kowal jeździ samochodem, by konia podkuć. I zdarza się to coraz rzadziej. Zwierzęta te bowiem właściwie zniknęły ze wsi. Jednak to kucie podków Zdzisław Matysiak-Kempa lubi najbardziej i mimo podeszłego wieku ciągle chętnie jedzie ze swą mobilną kuźnią na każde wezwanie właścicieli koni.
Minęło już ponad sześćdziesiąt lat, od kiedy pan Zdzisław po raz pierwszy użył młota i kowadła, ale nadal, choć mógłby już odpocząć, siedzi w swojej kuźni i coś tam kuje. Bardziej z przyzwyczajenia i potrzeby serca niż z konieczności.


Urodził się w 1941 roku pod Rawiczem w rodzinie chłopskiej. Jako nastolatek lubił pracować w kuźni, podobała mu się sztuka obróbki żelaza. Ta fascynacja stała się jego sposobem na życie. Po ukończeniu szkoły zawodowej wyuczył się kowalstwa i w 1965 roku uzyskał dyplom mistrzowski.


Na Krajnę – jak powiada – przeniósł się „za spódnicą”. Ożenił się z córką rolnika ze wsi Stare pod Wysoką, ale początkowo zamieszkał w Głubczynie, gdzie otworzył własną kuźnię. Po śmierci teściów objął ich gospodarstwo, ale nadal zajmował się kowalstwem, które już wtedy traktował bardziej jako rękodzieło niż rzemiosło. Obecnie gospodarstwo prowadzi jego syn, a w kuźni bawi się jego wnuczek, choć pan Zdzisław nie wierzy, by został kowalem. To wymierający zawód.


Postęp techniczny sprawił, że w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat praca kowala zmieniła charakter i znaczenie. Dawniej kowal był na wsi kimś niezbędnym. Podkuwał konie, które wtedy stanowiły główną siłę pociągową w każdym gospodarstwie. Nakładał obręcze na koła wozów. Naprawiał narzędzia i maszyny rolnicze, a jak trzeba było – nawet samochody. Jak wspomina pan Zdzisław, dawniej robił właściwie wszystko oprócz… wyrywania zębów, czym w odległej przeszłości kowale także się zajmowali.


Obecnie praca w kuźni, których zresztą niewiele pozostało, ma charakter bardziej artystyczny niż użytkowy. Zamiast części do maszyn kowal ze Starego wyrabia ręcznie kute płoty, ozdobne świeczniki, wieszaki i małe podkówki na szczęście, którymi obdarza swoich gości, przy okazji opowiadając anegdotę o tym, dlaczego znalezienie podkowy uznawano kiedyś za szczęście.

-Legenda o podkowie przynoszącej szczęście wywodzi się stąd, że dawniej konie mieli tylko bogaci ludzie. Dziś zresztą jest podobnie. Specjalnie dla nich kowale wykonywali podkowy ze złota czy innego cennego kruszcu. Kiedy koń zgubił taką podkowę i znalazł ją biedak, w jednej chwili stawał się człowiekiem bogatym. Stąd przekonanie, że podkowa przynosi szczęście – tłumaczy pan Zdzisław i dodaje, że aby się ono spełniło, trzeba podkowę odpowiednio powiesić na ścianie, zawsze serduszkiem do góry.


Kowal ze Starej jest jednym z bardziej znanych i uznanych rękodzielników na Krajnie. Wielokrotnie uczestniczył w jarmarkach, festynach i innych imprezach ludycznych, gdzie – korzystając z mobilnej kuźni własnego pomysłu – demonstrował swe mistrzostwo w zawodzie. Wśród dziesiątków dyplomów, które posiada, dwa pokazuje najchętniej. Ten z dożynek prezydenckich w Spale w 2013 roku oraz z Ogólnopolskiego Przeglądu Twórczości Artystycznej „Babie lato”, kiedy otrzymał nagrodę za najpiękniejsze stoisko.


Trzykrotnie reprezentował też pan Zdzisław rękodzielników z Krajny w Niemczech. Za każdym razem uznawano go za jedną z głównych atrakcji pokazów, o czym pisała lokalna prasa, której wycinki przechowuje ze szczególnym pietyzmem.

Skip to content